Życie modlitwą w Puszczy Knyszyńskiej.

Życie modlitwą w Puszczy Knyszyńskiej.

Życie modlitwą  w Puszczy Knyszyńskiej.
Życie modlitwą  w Puszczy Knyszyńskiej.
Życie modlitwą  w Puszczy Knyszyńskiej.
Życie modlitwą  w Puszczy Knyszyńskiej.
Życie modlitwą  w Puszczy Knyszyńskiej.
Utworzono: 12-02-2015

Życie modlitwą

w Puszczy Knyszyńskiej.

Ojciec Michał OFMConv

*

Materia niszczeje, Duch pozostaje

   Nasza opowieść składa się z drobiazgów. Z małych, wyjątkowych cegiełek, które budują dom. Domem jest tożsamość duchowa. Głęboko wewnętrzna, franciszkańska. Nic nie może tu wynikać z bezmyślnych repetycji, czy to nabytych przypadkowo w seminarium, czy to przeczytanych w książkach. Ot, ktoś coś wyczytał, usłyszał i teraz mechanicznie powtarza. Klepie. Nie tutaj, nie na pustelni. Tutaj reguła franciszkańska pisana jest życiem.

   Na pustelni u ojca Michała nic nie jest takie, jakie „powinno być”. Zniknął, jakby zapadł się pod ziemię, kościół fasadowy. Nie ma okazałej bramy ani zaszczytnych miejsc. Zniknęły wysokie chóry i barokowe tapiserie. Jest za to dużo miejsca dla Boga. Zadziwiające! Czyżby kościół budowany wzwyż i wszerz nie był domem Bożym? Odpowiedź może być bolesna.

  W domu modlitwy ojca Michała nikt się nie napina. Nie ma komu prezentować męskich bicepsów. Nie wypina się buńczucznie klaty i nie udaje się większego od siebie. Wszystko to mieści się pięknie w klauzurze, chociaż pobrzmiewa jakąś nową, inną melodią. W każdym miejscu znać powagę obecności Bożej. Obecność Boża waży tutaj wiele. Jest niemal jedyną namacalną obecnością wobec niesłychanej biedy z wyboru. Jedyne co może tu błyszczeć i świecić to Bóg, nie zaś wyposażenie kościelnego wnętrza. Kruchość życia zakonnika pasuje pięknie do reguły św. ojca Franciszka. Dzisiaj ta reguła, zaniedbana bardzo przez zakon franciszkański, przeraża samych franciszkanów. Jest to (jak dobrze wiemy) droga radykalnego ubóstwa i oszałamiającej prostoty. Niewielu braci zakonnych rozumie wybór ojca Michała. Tymczasem osoby świeckie garną się do pustelnika, który nie żałuje czasu na spowiedź. Służy w pokorze poradą duchową. Modli się w dzień i w nocy. Prowadzi życie pokutnika na wzór świętego ojca Franciszka i pierwszych ojców kościoła. Ten radykalizm życia franciszkowego zachwyca. Są osoby przybywające regularnie na pustelnię z Białegostoku i okolic, a nawet z odległych miejscowości. Opowiadają o ojcu Michale z wielkim szacunkiem i życzliwością.

  Jest to bowiem wyjątkowa historia. Niepowtarzalna historia pojedynczej osoby (to nie wybór dla mas). Tylko tej, a nie innej. Pisana przez drobiazgi, przez szczegóły, które łatwo przeoczyć w pośpiechu. Bogata w perły ukryte dla wielu w pyle drogi (podepczą, nie zauważą). Bogata w perły zagrzebane dla innych w lawinie nadmiaru („tak się nie da żyć”). Ratuje te skarby cisza i prostota. To Pieśń na Pieśniami szeptana raczej nieśmiało. Pieśń o miłości Oblubieńczej. Takie życie nie będzie miało wielu naśladowców.

   Ojciec Michał opowiada o wyrwanej ze zranionego miłością serca modlitwie do świętego Serafina z Sarowa (bliźniak duchowy św. Franciszka), który dokonał cudu, żeby pustelnia zaistniała, żeby objawiła się materialnie i stała się wreszcie faktem namacalnym, a nie tylko duchową twierdzą niewidoczną dla oczu.

   Na pustelni ojca Michała da się odczuć osobliwy stosunek do rzeczy materialnych. Na potrzeby tego pisania nazwę to „wstrętem do materii nieożywionej”. Niech mi ojciec wybaczy, jeśli się pomyliłam. Wstręt do rzeczy materialnych przejawia się tutaj w sposób skrajny. Staje się, na sposób franciszkański, świętym wstrętem. Jest to wstręt do dużych krzeseł, wielkich stołów, przepastnej szafy. Do wszystkich rzeczy, które służą tylko temu, aby przypominać, że materia przemija i jest czasowa. Niszczeje. Nie ma w tych przedmiotach ambicji przetrwania. Nie ma w tych meblach szlachetnej politury, którą zjedzą mole. Nie ma połysku wypucowanych podłóg ani bezwstydnie czystych suwenirów, złotych klamek, kryształowych żyrandoli. Co tam żyrandole skoro nie ma elektryczności! Cud nad cuda. Tego właśnie szukałam. Ciemność nie może przerażać, nie może nawet przeszkadzać, bo w sercu świeci mocno lampa duchowa. Ojciec Michał nie używa elektryczności. Nie ma kabli ani żarówek, pieca na prąd, miksera, odkurzacza, suszarki ani pralki. Nie ma lodówki, internetu, radia, telewizora. Ma za to dużo więcej...

 Jest cisza. Aksamitna. Nadprzyrodzona.    

  Te pozornie mało ważne detale opowiadają o niezwykłych pragnieniach konkretnej osoby – franciszkanina, ojca Michała z prowincji warszawskiej. Wyjątkowego człowieka, który boryka się właśnie z przeszkodami. Wygląda to tak, jakby wszystko wokół uparło się zniszczyć jego pragnienia, zniszczyć pustelnię. Jakby chciano mu na siłę odebrać ukochane ubóstwo i zastąpić czymś tak zwyczajnym, jak krochmalona pościel i obfity obiad codziennie o tej samej porze. Tymczasem ojciec ten cały krzyczy: nie chcę takiego życia!

   Pustelnia w Puszczy Knyszyńskiej to niewielki kawałek ziemi, na której stoją drewniane domki. Jeden to kaplica i cela. Drugi wygląda jak szopa na drewno. Trzeci to rozmównica, gdzie ojciec Michał przyjmuje gości i spowiada. Domek-rozmównica jest najmniejszy. Posiada piecyk na drzewo, jedno łóżko i stolik. Zdarzają się tacy, którzy potrzebują zostać na dłużej. Mogą tu nocować tylko mężczyźni w pilnej potrzebie, potrzebujący pomocy duchowej. Kobiety nie mogą nocować na pustelni, ale mogą się wyspowiadać i skorzystać z porady duchowej.

   Kaplica na pustelni jest maleńka, franciszkańska, pozbawiona ozdób. Jedyną ozdobą, jeśli w ogóle można tak powiedzieć, są ikony: świętego Franciszka, świętego Serafima z Sarowa, Matki Bożej Fatimskiej i Krzyża z San Damiano. Jest także ikona świętej Trójcy oświetlona naturalnym płomieniem wiecznej lampki. Są świece. Świece stoją przy ikonach i na dwu maleńkich pulpitach, na których leżą otwarte brewiarze. Rytm życia na pustelni wyznacza przecież modlitwa. W kaplicy jest ołtarz. Na nim leży Pismo Święte. Na ołtarzu stoją świece zrobione z naturalnego pszczelego wosku. Czuć zapach najlepszego kadzidła.

   Dotrzeć do pustelni nie jest łatwo. Moja podróż z Gdańska wyglądała tak: najpierw o 4.30 bus do Warszawy, potem przesiadka o 9.30 do Białegostoku. W Białymstoku od razu na PKS w stronę Suwałk Augustów na Jurowce. W Jurowcach trzeba wysiąść. Warto przypomnieć kierowcy, że jest w Jurowcach przystanek (proszę pani, tu nikt nie wysiada). Potem należy iść pieszo przez most, wzdłuż drogi dwupasmowej, aż dojdzie się do drogi przeciwpożarowej numer 11, która prowadzi do samej pustelni – Leśniczówki Burczak w Puszczy Knyszyńskiej. Godziny odwiedzin są określone ze względu na milczenie i modlitwy. Życie pustelnicze ojca Michała przerywane jest na spotkania z gośćmi pomiędzy godziną 14 a 16 (do ustalenia z ojcem). Ciszę pustelni trzeba uszanować. Nie należy wchodzić za klauzurę, która oddziela rozmównicę od kaplicy i celi zakonnika. To ważne zasady, które sprawiają, że miejsce nie jest zwykłą leśniczówką ale prawdziwą Pustelnią.

   Bardzo dziękuję ojcu Michałowi za podarowany mi czas, otwartość, a przede wszystkim za jego niezwykłe świadectwo życia w radykalnym ubóstwie i prostocie. Niech Bóg Cię błogosławi ojcze!     

Magdalena Anna Golon, luty 2015

ps.

Nowy adres o. Michała: Doliwy 11k/ Olecka Mazury

Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła w Lęborku


Niestety, ale w wybranym terminie nie ma jeszcze intencji mszalnych.

Przejdź do góry strony