Wystarczył dobry sen

Wystarczył dobry sen

Wystarczył dobry sen
Utworzono: 22-12-2013

IV niedziela Adwentu

Wystarczył dobry sen

Niedzielne czytania: Iz 7,10-14; Ps 24,1-6; Rz 1,1-7; Mt 1,23; Mt 1,18-24

(Mt 1, 24) 

Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie. 

Jak słusznie zauważa nasz brat w wierze, Rowan Williams, arcybiskup Canterbury (kościół anglikański) słowo raz nieoczekiwanie wypowiedziane, staje się nasze, jest stopniowo coraz bardziej wchłaniane przez nasze potrzeby, zachcianki i upodobania. Kiedyś było obce, dziś jest znajome i traktowane bałwochwalczo. Adwentowe napięte oczekiwanie uświadamia nam, że Bóg jest Bogiem: że nawet między naszymi najgłębszymi i najświętszymi pragnieniami a rzeczywistością Boga jest przepaść, którą może pokonać wyłącznie łaska(...)*

Czytając po raz kolejny ten sam fragment Ewangelii łatwo pominąć istotny przekaz. Można bowiem ulec złudzeniu, że wszystko już wiemy. Znamy dobrze historię, która zdarzyła się w tamtych dniach. Tymczasem historia dzieje się nie w tamtych dniach lecz „w tych dniach”. Słowo Boże rodzi się każdego roku. I każdego roku zamiera, gdy go nie słyszymy. Słowo jest nam dane darmo. Każdy może wysłuchać Słowa. Słowo zatem narażone jest (samo siebie naraża będąc tak hojnym) na ukrzyżowanie, gdzieś na obrzeżach miasta. Zatem to Słowo Boże daje siebie ludziom, ufając, że troskliwie się nim zajmą, pochylą nad nim, otulą w myśli dojrzałe i piękne. Słowo złożone w żłobie, kwilące na sianie. Słowo w ramionach Maryi i pod opieką Józefa jest bezpieczne dopóki nie wyrusza w pielgrzymkę, aby objawić się światu. Tłum bowiem wyczynia z tym Słowem różności. Wiele razy doszukuje się tego o czym wcale przecież nie mówi. Jakby ludzkie, próżne interesy karmiły się Bożym Słowem.

A historia jest bardzo prosta. Oto wystarczył sen, w którym anioł przemawia do Józefa. Jego młodziutka żona, dziewica, o którą zabiegał z tak wielkim wyczuciem i delikatnością, okazuje się brzemienna chociaż mąż się do niej nie zbliżył. Jak wielkiej potrzeba wiary, jak wielkiej pokory i nieskończonej miłości, żeby zaakceptować fakt poczęcia w łonie własnej żony, mimo, że po ludzku niewinność ukochanej została naruszona. 

Co dzisiaj stałoby się z młodą dziewczyną, która w pierwszych miesiącach małżeństwa wyjawiłaby mężowi, że jest w ciąży? Ponieważ małżonkowie jeszcze ze sobą nie współżyli(!), mężczyzna wie, że dziecko nie jest zrodzone z jego nasienia, że nie jest z jego krwi i że nigdy nie będzie naprawdę jego dzieckiem. W łonie jego żony dojrzewa istnienie, które na zawsze pozostanie jakby obce, nie będzie należało do niego. Święte Dzieciątko przychodzi na świat poza jego własnym, ludzkim istnieniem... 

Cudowne poczęcie Jezusa w łonie Maryi stawia nas wobec tajemnicy Boga, który do nikogo wprost nie należy, chociaż rodzi się z matczynego łona. Dzieciątko zależne całkowicie od ludzi, przynajmniej w pierwszym okresie życia, od początku jest istotą, która przychodzi z woli Boga nie z woli człowieka.

Dzisiaj chodzi o Józefa. Słowo wskazuje na niego. Wobec tajemnicy Boga Józef zachowuje się jak święty. Przygarnia Maryję wraz z Poczętym w Jej łonie. Na potwierdzenie swojej decyzji ma sen, w którym objawił mu się anioł i potwierdził, że Dzieciątko jest darem samego Boga. To jedyny argument Józefa. Powiedziałby kto, że senna anielska wizja zrodzona została w ciężkim szoku. Biedny Józef zwyczajnie zwariował z powodu tego, co się zdarzyło. A jednak dalsze losy Świętej Rodziny wskazują, że decyzja Józefa, tak przedziwna, była decyzją człowieka świętego. Czyżby najgłębszych zakamarkach naszej woli, gdzieś na dnie świadomości, między jawą a snem, tam, gdzie nie zachodzą już procesy rozumowe a więc czysto ludzkie, czy to właśnie tam rodzą się najlepsze chociaż skandaliczne decyzje? Gdyby Józef rozważał wraz z rodziną i przyjaciółmi sprawę Maryi, zostałaby ona niechybnie ukamienowana ponieważ w tamtych czasach nikczemne incydenty karano śmiercią. 

Bóg jest skandalem. Jest bezczelnie wprost niezależny od ludzkich osądów. Skandal tak naprawdę Go nie dotyczy, chociaż cała działalność Chrystusa nosi w sobie znamiona skandalu. Dlatego trzeba nam odzyskać Słowo nawet za cenę skandalu. Odzyskać je w tym właśnie czasie, gdy psycholodzy próbują doszukać się powodów każdej podjętej decyzji, gdy spłycają gesty świętych i sprowadzają je do prostackich, zwierzęcych wprost mechanizmów**, gdy jest to szczególnie znamienne w czasach wulgarnego, postoświeceniowego materializmu***. Na szczęście każdego roku nowa nadzieja pomaga nam w narodzinach Słowa, każdego roku jest nowy czas i nigdy się nie powtórzy. Pismo Święte odnosi się do każdego czasu, szczególnie odnosi się do tego czasu, w którym Słowo Ewangelii jest właśnie ponownie odczytywane i objaśniane. Czas bowiem sprawia, że widzimy je jakby po raz pierwszy. Dzisiaj jest inne niż było rok temu, ja jestem inny - zanurzony w innym czasie - inne zdarzenia dzieją się w moim życiu. 

Bądźmy więc odkrywcami Słowa, jak byli niegdyś Maryja i Józef. Bądźmy jego dobrymi opiekunami. Dajmy narodzić się Słowu, tak pięknie objawionemu w Chrystusie.

*Słowo raz nieoczekiwanie(...) Rowan Williams, Sumienie otwarte, str. 16

**„Zachwyt nad cierpieniem, bólem, wpatrywanie się w brud, nędzę, umieranie i dostrzeganie w tym Jezusa to specyficzna duchowość” – stwierdził w radiu TOK FM prof. Tadeusz Bartoś. „Przytułki zakładane przez Misjonarki Miłości trudno nazywać lecznicami. Te siostry nie pomagały chorym i umierającym. Miały tylko być, modlić się, asystować przy umierających. Chcą się napawać swoją dobrocią. Momenty duchowości, które są perwersyjne, narcystyczne. Ja tego nie wymyśliłem, wystarczy poczytać wielkich mistrzów mistyki chrześcijańskiej”.

Zdaniem teologa zgromadzenie Matki Teresy zdradza cechy sekty. „Deprywacja snu, silna kontrola wewnętrzna... To są elementy struktury sekty. Brzmi nieładnie, ale proszę przeczytać podręcznik Hassana o sektach” – mówił prof. Bartoś. 

*** prof. Bartoś, były dominikanin, wydalony z zakonu w 2007 roku za nieposłuszeństwo regule, kontrowersyjne poglądy i hołdowanie własnym, subiektywnym przekonaniom. Brak zrozumienia Bożego ducha wspólnoty zakonnej Dominikanów przez prof. Bartosia był głównym powodem rezygnacji z życia całkowicie powierzonego Bogu. Granice wyznaczone przez konkretną wspólnotę zakonną zawarte są m. in. w ślubach ubóstwa. Prof. Bartoś nie był w stanie tych granic zaakceptować ani tym bardziej uszanować, czego wyrazem są jego wypowiedzi już po wystąpieniu z zakonu – przypis autorki.  

 

Magdalena Anna Golon, grudzień 2013   

 

 

 

Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła w Lęborku


Niestety, ale w wybranym terminie nie ma jeszcze intencji mszalnych.

Przejdź do góry strony