Nie masz nic

Nie masz nic

Nie masz nic
Utworzono: 29-09-2013

Dzisiejsze czytania: Am 6,1a.4-7; Ps 146,6-10; 1 Tm 6,11-16; 2 Kor 8,9; Łk 16,19-31

 

Jedną z ukochanych świętego Franciszka z Asyżu jest Pani Bieda. Ubogie Panie to Jego najmilsze przyjaciółki. Wśród Ubogich Pań jest święta Klara, bez której nie byłoby historii samego Franciszka. Kiedy rozważamy problem ubóstwa pojawia się przed nami wiele problemów natury intelektualnej. I to powinno nas zawstydzać, a nie prowokować do kolejnych teologicznych wywodów na temat ubóstwa. Cytowany przeze mnie ostatnio Raniero Cantalemessa o ubóstwie pisze w sposób, który zasługuje na szczególną uwagę. Nie są to „łatwe”, pochopnie rozpisane twierdzenia na temat bogactwa, które ponoć samo w sobie nie jest zagrożeniem dla świętości. Przecież Abraham, wybrany przez Boga do szczególnej misji, był właścicielem wielu stad wielbłądów i innych dóbr materialnych! Albo Dawid, który nie cierpiał nędzy i chłodu, lecz cieszył się wielką sławą i nie stronił od królewskich luksusów.

A jednak przy rozważaniu ubóstwa trzeba być powściągliwym. Nie wydawać osądów i nie spieszyć się do ostatecznych podsumowań. Ta uwaga wydaje się skierowana szczególnie do kapłanów, którzy powinni uważać, by nie dać się skusić modną interpretacją bogactwa, jakie podobno nie jest przeszkodą na drodze do Boga. Trzeba być bardziej uważnym w kwestii tak drażliwej, jaką jest ubóstwo. Nie być zbyt pewnym siebie, żyjąc pośród wielu rzeczy jakie zaspokajają wszelkie potrzeby ciała i ducha. Nie głosić za szybko podejrzanych prawd dotyczących ubóstwa i bogactwa. Prawd wygodnych dla tych, którzy mają stabilną sytuację materialną i nie znają uczucia doskwierającego głodu i zimna, kiedy nie ma co włożyć do ust ani w co się ubrać. Łatwo jest mówić o ubóstwie i bogactwie, gdy czeka na nas ciepły obiad, łóżko jest jak zwykle posłane i ogrzany dobrze pokój.

Dlatego tak bliski mojemu sercu jest Cantalamessa żyjący w dobrobycie, którego ten dobrobyt zawstydza. Posłuchajmy co pisze ten franciszkanin: „Dwa lub trzy razy, w przeszłości, próbowałem podjąć temat ubóstwa w adwentowym przepowiadaniu w Domu Papieskim. Raz nawet wydrukowałem i rozesłałem już program obejmujący ten temat. W ostatniej jednak chwili zostałem zmuszony do wycofania się. Czułem się bowiem zupełnie niegodny i niezdolny do podjęcia się tego zadania. Wydawało mi się to brakiem szacunku wobec ubogich oraz grzechem hipokryzji. Z jakąż odwagą – myślałem sobie wtedy – mówimy o ubóstwie, kiedy to, co między nami można byłoby uznać za niemalże heroiczne ubóstwo, dla milionów ludzkich istnień jest najzwyklejszą codziennością, jeśli nie wręcz luksusem? Praktykowany przez całe życie post „o chlebie i wodzie” mógłby dla nas oznaczać szczyt surowości, podczas gdy dla milionów ludzi zapewnienie chleba i wody stanowi już pewnego rodzaju senne marzenie. W jaki sposób pokonałem tym razem moje trudności? Przede wszystkim odwołując się do przykładu Chrystusa. W czasach Jezusa, w Galilei i gdzie indziej, ubóstwo mas było może mniejsze niż dzisiaj? A jednak to nie powstrzymało Jezusa od proponowania ideału ubóstwa. Co więcej, z tej sytuacji ubóstwa należy uczynić jeszcze jeden swego rodzaju bodziec, aby odkryć ideał dobrowolnego ubóstwa oraz umiarkowania i prostoty życia.”*

Cantalamessa ma wyjątkowe spojrzenie kapłana żyjącego w dobrobycie, które niejako zostało mu „narzucone” przez zwyczaje życia jego wspólnoty. Mógłby stać się inspiracją dla każdego współczesnego kaznodziei. Posłuchajmy jeszcze jego wypowiedzi na temat ubóstwa: „Pomogło mi także wspomnienie mego serafickiego Ojca, św. Franciszka. W swojej Regule, przedstawiwszy uprzednio swym naśladowcom ideał najwyższego ubóstwa, pisze: „Upominam ich (braci) i przestrzegam, aby nie gardzili ludźmi i nie sądzili ich, gdy zobaczą ubranych w miękkie i barwne szaty i spożywających wyszukane potrawy i napoje, lecz niech każdy raczej siebie samego sądzi i sobą gardzi.”** Możliwe jest zatem mówienie o ubóstwie używając klucza wyłącznie pozytywnego, nie oskarżając nikogo, poza samym sobą. (…) On (Franciszek) wymazał ze swego życia wszelką naganę, wykluczył jakiekolwiek „przeciwko”. Nie był polemiczny wobec Kościoła hierarchicznego, lecz także nie chciał polemizować z tymi, którzy z Kościołem polemizowali, z heretykami. Był najlepszym przykładem tego, co Yves Congar określił jako „prawdziwą reformę” w Kościele: reformą nie na drodze krytyki, ale świętości.”***

Jak wobec tego myśleć o ubóstwie? Jak żyć pośród ubogich nie będąc żebrakiem ani nędzarzem jak ewangeliczny Łazarz? Z pewnością nie prędko wychodzić z gładką teorią, że bogactwo w niczym nie przeszkadza. To nie jest właściwe podejście. Ktoś kiedyś tłumaczył, że każdy święty ma inną drogę, że droga skrajnego ubóstwa świętego Franciszka jest jedyna i nie da się jej przekalkować na własne życie. Nie jestem przekonana do tej odpowiedzi chociaż jest w niej i sens i logika, znajdzie się w tym i prawda, bo każdy święty to niepowtarzalne arcydzieło. I tak jak kopiowanie arcydzieła nie ma wartości ponadczasowej i trwałej, a co najwyżej wtórną, estetyczną wartość, tak i mechaniczne naśladowanie wyborów świętych nie prowadzi do świętości lecz zaspokaja własną próżność. Jednak zagłuszanie sumienia, które szczęśliwie daje o sobie znać, gdy mijam żebrzącą kobietę z dzieckiem na ręku, nie jest w żadnym razie lekarstwem na problem ubóstwa.

Chociaż każdy święty jest inny i niepowtarzalny, lubię myśleć o świętych jak o wielkiej rodzinie wyjątkowych ludzi, których łączą wspólne cechy. Z pewnością jedną z tych cech jest umiłowanie życia ubogiego i prostego. Jest wielu świętych, którzy świadomie i dobrowolnie porzucili wygodne, luksusowe życie i weszli na drogę ubóstwa. Tak było ze świętym Franciszkiem i świętą Klarą. Tak było ze świętą Matką Teresą z Kalkuty. Ta wyjątkowa kobieta porzuciła swoje zakonne zgromadzenie, gdzie miała zapewniony bezpieczny i pewny byt. Wystąpiła ze wspólnoty sióstr, aby wyjść na ulicę do nędzarzy leżących przy śmietnikach i z tymi właśnie nędzarzami dzielić się Bożym miłosierdziem. Poczuła bardzo głęboko w swoim sercu, że dotychczasowa wspólnota zakonna uniemożliwia pomoc najbardziej potrzebującym, odrzuconym, umierającym na ulicach. Jej wspólnota miała inne zadania. Pod posłuszeństwem Matka Teresa musiała je realizować. Były to zwyczajne zadania, jakie mają siostry zakonne w wielu zgromadzeniach – edukacja dzieci, których rodzice posyłają do szkół. Jednak zadanie, jakie wyznaczył świętej Chrystus było inne! Dlatego wiele lat starała się o zgodę przełożonych, aby wystąpić z zakonu i założyć nowe zgromadzenie mające inne obowiązki. Odtąd Matka Teresa nie uczyła dzieci z dobrych domów, lecz zbierała z ulicy dzieci umierające, chore i porzucone. Żyła pośród tych, którzy nie umieli czytać ani pisać i nie mieli czasu ani pieniędzy, aby się tego nauczyć. Pilną potrzebą było zapewnić  im godną śmierć, uśmierzyć ból ciała pożeranego przez trąd i wrzody. Kto w sytuacji życia i śmierci myśli o gramatyce języka czy ortografii? Nauczycielka musiała stać się pielęgniarką i Matką bezdomnych. Takimi drogami prowadzi Chrystus.

Nie wmawiajmy więc sobie i innym, że bogactwo jest neutralne, że jest tylko tłem, na którym dzieje się prawdziwe chrześcijaństwo, że to „tło” w niczym nie przeszkadza. Tłem naszego powołania może być wypielęgnowany ogród, po którym spacerujemy z książką w ręce albo ulica pełna szczurów i zasmarkanych, głodnych dzieci, gdy nasze ręce są puste. Przecież naprawdę nie masz nic póki Chrystus nie wypełni ci rąk! Nie mamy po ludzku nic do zaoferowania.  

 

*Ze wstępu do „Ubóstwo” R. Cantalamessa, eSPe, Kraków 2006, s. 5.

**Reguła Zatwierdzona, rozdz.2(Konstytucja Braci Mniejszych Kapucynów wraz z Regułą i Testamentem św. Franciszka, Warszawa 1995, s. 17).

***Y. Congar, Vera e falsa reforma nella Chiesa (Prawdziwa i fałszywa reforma w Kościele), Jaca Book, Mediolan 1972, s. 194.    

Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła w Lęborku


Niestety, ale w wybranym terminie nie ma jeszcze intencji mszalnych.

Przejdź do góry strony