Nauka ubogich i żebrzących

Nauka ubogich i żebrzących

Nauka ubogich i żebrzących
Utworzono: 14-07-2013

 

Dzisiejsze czytania: Pwt 30,10-14; Ps 69,14.17.30-31.36ab.37; Kol 1,15-20; J 13,34; Łk 10,25-37

 

„W czasach Jezusa nie uznawano za bliźnich nawet niektórych kategorii wierzących w Boga Izraela: Samarytan, grzeszników i całego „ludu ziemi” (tym terminem określano osoby nieznające wystarczająco Prawa). W dokumencie, który regulował życie wspólnoty żyjącej niedaleko od Jerycha, znalazły się oprócz przykazań miłości także nakazy nienawiści: „Kochać wszystkich Synów Światłości, każdego odpowiednio do jego działu w radzie Bożej. Nienawidzić Bożą wrogością wszystkich Synów Ciemności, każdego odpowiednio do jego winy”.

Biblia.wiara.pl/słownik/

 

(Łk 10, 29)

„Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: A kto jest moim bliźnim?”

 

Kto jest moim bliźnim? Pytanie zadane Jezusowi w dzisiejszej Ewangelii domaga się odpowiedzi. Jak dzisiaj rozumieć znaczenie słowa bliźni? Jezus na pytanie uczonego w Prawie odpowiada przypowieścią o miłosiernym Samarytaninie. Historia jest krótka, ale sugestywna. Oto człowiek wpadł w ręce zbójców, został okradziony i ciężko ranny. Oprawcy porzucili go przy drodze, aby skonał. Dramat rozpoczyna się w momencie, gdy na drodze pojawiają się kolejno trzy osoby: kapłan, lewita i Samarytanin. Kapłan i lewita okazują się ludźmi pozbawionymi zdrowych odruchów serca. Kierują się bowiem radykalnym i bezdusznym Prawem. Zakazywało ono pomocy tym, którzy nie należeli do „ludu wybranego”. Czytamy o tym w podanym wyżej nakazie nienawiści wobec „Synów Ciemności”. Zgodnie z zasadą nie byli oni bliźnimi. Bliźnim nie był również Samarytanin, ponieważ nie należał do grupy uprzywilejowanej ze względu na znajomość Prawa. Według tego, czytamy dalej, wykluczono ze wspólnoty Samarytan, grzeszników i „cały lud ziemi” (poganie).

 

Wobec tego pytanie skierowane do Jezusa przez uczonego w Prawie było pytaniem dwuznacznym – „Kto jest moim bliźnim?” Aby rozstrzygnąć problematyczną kwestię trzeba odnieść się do przypowieści. Bliźnim okazuje się Samarytanin. To on wzruszył się głęboko. To on opatruje rany nieznajomego oliwą i winem (symbol hojności), następnie wiezie go do gospody. Na odchodnym poleca jeszcze gospodarzowi, aby zajął się nieznajomym troskliwie. Zostawia w tym celu dwa denary na opłacenie kosztów leczenia. Gdyby tego było mało obiecuje zwrócić resztę, gdy będzie wracał tą samą drogą.

 

Jak możemy dzisiaj rozumieć tę przypowieść? Kim są „obcy”, których uważamy za niegodnych naszego trudu i pomocy? Bezdomnymi, Rumunami, innowiercami? Kim są wokół nas ci, którzy leżą przy drogach i żebrzą o pomoc? Intruzami i złodziejami? Oszustami i naciągaczami? Czy ludźmi w pilnej potrzebie? Ostatnio wdałam się w spór dotyczący żebrających pod kościołem w Gdańsku kobiet. Pilnujący świątyni mężczyzna tak „wzorowo” wszedł w rolę, że niemal kopniakami odgonił klęczącą pod progiem kościoła. Dobitnie zwróciłam mu uwagę, że zachował się nagannie. Kobieta była bardzo zaniedbana, chorobliwie wychudzona. Jej twarz wyrażała skrajną nędzę i rozpacz. Była Rumunką.

Nasz spór przeniósł się na dziedziniec owego kościoła, gdzie świadkiem gorącej wymiany poglądów był kapłan, który posługuje w tym właśnie kościele. Wziął stronę ochroniarza, tłumacząc mi spokojnie i ciepło (jak małemu dziecku), że ludzie ci nie zasługują na naszą pomoc ponieważ żyją w sposób naganny, żerują na ludziach i ich naiwności. Argumenty kapłana były rozsądne, a mina ochroniarza pałała satysfakcją. Popatrzył na mnie z góry i wrócił do swoich obowiązków. Jednym z nich jest przeklinanie Rumuńskich kobiet żebrzących pod kościołem.

 

Przytoczony przeze mnie przykład świętego Franciszka żebrzącego o kubek zupy odbił się bez echa, przepadł jak kamień w wodę. Wszak rozmawiałam z myślącymi prosto i po męsku. Co robić? Jakich użyć słów, aby przekazać naukę płynącą z tego sporu i dzisiejszej Ewangelii? Kto ma rację? Proboszcz kościoła, który nie chce żebrzących pod swoimi drzwiami? Ochroniarz skwapliwie wypełniający nakaz? Pasuje jak ulał do jego temperamentu (krewki i pewny siebie człek)? Czy może to ja mam rację? Kieruję się przecież Ewangelią! A Ewangelia mówi wyraźnie – udziel pomocy nieznajomemu leżącemu przy drodze! Nie bierz go pochopnie za złodzieja, alkoholika i oszusta, któremu słusznie należy się ten los. Nie odtrącaj proszących, bo zdaje ci się, że zaraz pobiegną po butelkę piwa albo po narkotyki. Pomagaj! Pomagaj dobrym słowem, uśmiechem, życzliwością. Nie wrzucaj monety bezmyślnie, odruchowo, aby pozbyć się drobnych z portfela. Dawaj hojnie! Opatruj rany oliwą i winem!

 

Jak wielką idiotką zdałam się tym dwóm mężczyzną tylko jeden Bóg wie. Kapłan wprawdzie tłumaczył życzliwie, jednak zwracał też uwagę, że nie powinnam wyrażać w ten sposób swoich poglądów ponieważ nie one są racjonalne. Ponadto poglądy takie podważają nakaz przełożonego klasztoru. Jednak moje sumienie mówiło i mówi co innego. Domaga się odruchu serca. Żeby wyjść z tego sporu cało, podparłam się argumentami siostry zakonnej Małgorzaty Chmielewskiej. Mówi ona między innymi o tym, jak ciężką pracą jest żebranie. Jak wiele dobra (żebranie) może obudzić w sercu tego, który pochyla się nad żebrakiem. Czy on, żebrak, nie jest dla nas wybawieniem z wygodnego egoizmu i materializmu? Czy jego ubóstwo nie przypomina nam ubóstwa wielu świętych?

 

Niech każdy rozważy w swoim sercu to, co dzisiaj dzieje się wokół – na ulicy, w jego domu, w pracy. Gdzie jest leżący przy drodze nieznajomy? Czy postępuję wobec niego jak ten Ewangeliczny Samarytanin? 

       

 

Magdalena Anna Golon, lipiec 2013

 

 

 

Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła w Lęborku


Niestety, ale w wybranym terminie nie ma jeszcze intencji mszalnych.

Przejdź do góry strony