Domini canes

Domini canes

Domini canes
Utworzono: 17-08-2014

Domini canes

czyli co zrobić z nieszczęsnym 

psem

Dzisiejsze czytania: Iz 56,1.6-7; Ps 67,2-3.5.8; Rz 11,13-15.29-32; Mt 4,23; Mt 15,21-28

(Mt 15,21-28)

Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: Odpraw ją, bo krzyczy za nami! Lecz On odpowiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: Panie, dopomóż mi! On jednak odparł: Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom. A ona odrzekła: Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów. Wtedy Jezus jej odpowiedział: O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz! Od tej chwili jej córka została uzdrowiona. 

Co zrobić z tym nieszczęsnym  p s e m? Czy człowieka można nazwać psem? Odpowiedź brzmi - jak kto lubi albo jak kto rozumie. Pies bowiem to stworzenie wierne i posłuszne, zawsze gotowe służyć. Na ten przykład bracia Dominikanie nazywają siebie domini canes, co dosłownie znaczy psy pańskie. Jak widać nie dla każdego określenie „pies” jest obraźliwe. W przypadku kobiety kananejskiej było obraźliwe. Jezus odniósł się zapewne do jej życia. Życia poganki, która nie znała Boga. Kobieta prosząca o uzdrowienie córki najprawdopodobniej oddawała kult bogom obcym. W tamtych czasach w okolicach Tyru i Sydonu istniał stary kult zwierząt. Być może dlatego Jezus nazywa proszącą – p s e m. 

Zadziwiająca jest reakcja kobiety. Nie tylko, że się nie obraża, nie złorzeczy, to jeszcze potrafi odpowiedzieć z niezwykłą przenikliwością. Mówi jak sam prorok - z mocą i wiarą: „i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów”. Determinacja matki, która błaga nie dla siebie lecz dla córki, wzrusza Jezusa. Następuje cudowne uzdrowienie dziewczynki. Kobieta - poprzez wiarę i upór - osiągnęła swój cel. Cel najwyraźniej spodobał się Bogu. Modlitwa o uzdrowienie tych, których kochamy podoba się Bogu. Dlatego Bóg niejednokrotnie spełnia nasze prośby, gdy cierpliwie i ufnie prosimy. 

Dzisiaj możemy mieć więcej niż tylko okruszki. Nie jesteśmy już poganami, lecz przyjaciółmi Chrystusa. To zupełnie co innego. Dlaczego mamy zadowalać się okruchami spod pańskiego stołu? Trzeba pamiętać, że dzisiejsza Ewangelia jest tylko fragmentem całości. Dlatego nie należy traktować dosłownie słów Chrystusa. Może to być powód, by potem gardzić innymi. Czas „kobiety kananejskiej” był czasem jeszcze przed ukrzyżowaniem. Przed tym, co miało na zawsze odmienić los pogan. Kananejczyków, Samarytan, Żydów czy Greków. Chrystus przyszedł do swoich (Żydów), lecz oni go nie przyjęli. Dlatego, aby wypełniło się Pismo, umarł dla każdego na Krzyżu. W ten sposób działalność Chrystusa rozszerzyła się poza granice, w których początkowo zamierzał nauczać. Słusznie zatem mówi święty Paweł: „Nie ma już wolnego czy niewolnika, mężczyzny ani kobiety, Żyda ani poganina”. Jezus oddał życie za każdego bez wyjątku, by każdego podnieść do godności królewskiej – do godności dziecka Bożego. Dlatego podkreślanie różnic nie jest zadaniem dzieci Bożych. My mamy jednoczyć, a nie dzielić.

Na spotkaniu z Marią Vadia, które odbyło się w Gdańsku, pamiętam szczególnie jedno zdarzenie. Pani Maria powiedziała, że są na sali osoby, które zawsze jedzą okruchy. Czekają z tyłu aż inni wezmą, co najlepsze a wtedy oni, bardzo nieśmiało, wyciągają ręce po to, co zostało. Po okruchy, którymi próbują się nasycić. To sprawia, że wciąż są smutni, nieszczęśliwi. Uważają siebie za gorszych, uważają, że nie zasługują na więcej. Na całą kromkę chleba, na całe ciastko. Potem pani Maria poprosiła, żeby wszyscy ci, którzy czuli się kiedykolwiek jak żebracy sięgający po resztki, po okruchy, żeby oni właśnie podeszli bliżej. W tym momencie wyszli niemal wszyscy. Każdy wstał i wyszedł do przodu. Krzesła z tyłu opustoszały, na przedzie zrobił się tłok. Tak bardzo w naszej psychice zakodowany jest przekaz : nie zasługujesz na więcej jak tylko na okruchy.

Tymczasem miłość Boża daje dużo więcej niż okruchy. Miłość Zbawiciela jest pełnią, jakiej nie można wyrazić. Dlatego każdy w Chrystusie zasługuje na całą kromkę chleba, na całe, najlepsze ciastko! Nie dajcie się zwieść tym, którzy będą wam wmawiać, że nie możecie zapragnąć więcej, lepiej, piękniej... Możecie wziąć to, co najlepsze na pańskim stole. Dla Was jest ta uczta! 

Ewangelia, szczególnie w dzisiejszych czasach, aż prosi się, czy wręcz domaga się nowych, odważnych  interpretacji. Potrzebne jest myślenie na dzisiaj. Potrzebna jest odwaga głoszenia inaczej, niż to miało miejsce dotychczas... Utrzymywanie starego status quo, jak próbują to zrobić niektórzy księża i rekolekcjoniści obnaża tylko ich fałszywe poglądy, pragnienie zachowania tego, co dawno już nie wystarcza. Obnaża ich strach przed tym, co nowe... Zatem bądźmy ostrożni, gdy słuchamy interpretacji Ewangelii. Oby nikt nam nie wmówił, że nie zasługujemy na więcej! Od Boga dostajemy dużo więcej, niż mamy odwagę prosić! 

Miłość Boża jest bowiem większa od naszych własnych pragnień. 

Magdalena Anna Golon, sierpień 2014    

Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła w Lęborku


Niestety, ale w wybranym terminie nie ma jeszcze intencji mszalnych.

Przejdź do góry strony