Brudny Jordan

Brudny Jordan

Brudny Jordan
Utworzono: 12-01-2014

 Niedziela Chrztu Pańskiego

Dzisiejsze czytania: Iz 42,1-4.6-7; Ps 29,1-4.9b-10 ; Dz 10,34-38; Mk 9,6; Mt 3,13-17

Brudny Jordan (vitae spiritualis ianua

„Jeśli w swej gnuśności duchowej człowiek zamknąłby się w sobie i nie wzrastałby wewnętrznie, wówczas Pan Bóg – szanując wolność człowieka - „zmuszony” byłby „dostosować” swoją wolę do jego ograniczonych możliwości z powodu złego używania wolności. Historia Narodu Wybranego jest przykładem, do jakiego stopnia Bóg liczy się z możliwościami człowieka.”

Józef Augustyn SJ, Posłuszeństwo ewangeliczne

(Mt 3,13-17)

Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie? Jezus mu odpowiedział: Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe. Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. 

Jordan jest skandalicznie brudny. Zawsze taki był. Przy tej rzece pierze się, gotuje i załatwia „swoje sprawy”. To rzeka brudu. Rzeka ludzkiej nędzy. W tę nędzę brudu wchodzi Jezus. Prosi Jana o chrzest. Chrzest w tamtym czasie nie był sakramentem, ale znakiem. Znakiem, że Bóg działa w życiu nędznego człowieka, że Bóg ma wiele do powiedzenia, że nie odwraca się z powodu tego brudu, w którym człowiek jest pogrążony. Jezus wchodząc do Jordanu, wchodzi w śmierć ludzką, aby tej śmierci odebrać władzę nad życiem ludzkim. 

Dzisiaj chrzest jako sakrament zanurza nas w śmierć Chrystusa, dzięki której wraz z Nim zmartwychwstajemy. I chociaż człowiek w mniejszym czy większym brudzie spędza swój żywot w brudzie, a ten brud pragnie desperacko z siebie zmyć jakby mogły na to coś poradzić różne mydła i perfumy, to przecież Bóg go nie zostawia, nie brzydzi się ludzkim brudem. Pisząc o brudzie mam na myśli brud duchowy, brud wewnętrzny, bo to jest jedyny, prawdziwy brud tak naprawdę. I Bóg w osobie Chrystusa przychodzi, aby wyrwać nas z ciemności duchowego brudu. Żaden, najpiękniejszy nawet zapach nie ukryje bolesnej prawdy, choćby człowiek wydał miliony na najnowsze perfumy Coco Chanel. Zaniedbując bliską relacje z Chrystusem, będzie śmierdział niczym żywy trup. Żaden zapach nie usunie brudu zwyrodniałego serca. Serca pełnego chciwości i zdzierstwa, miłości własnej, pychy, egoizmu. Wszystko to zamula ludzkie wnętrze, jak nieczystości zamulają rzekę Jordan. Chrystus pragnie w ten brud wejść, zanurzyć się w brudzie naszych serc, aby z tego brudu nas uwolnić. Dlatego chrzest ma tak wielkie znaczenie.

To jedyna prawdziwa woda, która obmywa z brudu - wody chrztu świętego. Chrzest przynosi upragnione oczyszczenie, gdy zanurzamy się w życie i śmierć Chrystusa. Jego życie nie nosiło nawet małego śladu ludzkiego brudu, jakim jest pycha i miłość własna. Dlatego dopiero w Nim zaczynamy prawdziwie kochać i prawdziwie wybaczać. W Nim nie gorszymy się cudzym brudem, bo wiemy, że w ten brud zanurzył się On sam - Chrystus, Bóg, który zapragnął być człowiekiem. Poddany temu samemu prawu śmierci, lecz na mocy Bożej miłości wyrwany też z mocy ludzkiego umierania, z beznadziei końca ludzkiego życia.

Chrzest to zgoda na nieustanny wzrost w Chrystusie zmartwychwstałym, tym, który daje siebie jako pokarm. Ojciec Józef Augustyn SJ, którego cytuję powyżej pisze, że Pan Bóg zmuszony jest nieraz dostosować swoją wolę do ograniczonych możliwości człowieka z powodu złego używania wolności, jaką Bóg mu powierzył. Dlatego trzeba nieustannie wzrastać, by nie stać się gnuśnym z powodu własnego grzechu, tych ciemności serca, które samo z siebie chciałoby odwrócić się od krzyża, od tego trudu ofiarowania dla drugiego człowieka. Tylko ofiarność Chrystusa, Jego miłość wychodząca do człowieka, szukająca człowieka w jego słabościach, tylko taka miłość jest rzeczywiście „drogą, prawdą i prawdziwym życiem”. Jeśli mówimy o miłości, a nie potrafimy kochać, wybaczać, trwać, gdy jest naprawdę ciężko, nie wiemy o czym mówimy. Wszystko to jest tylko ludzkie i próżne „gadanie”, czas tracony na niepotrzebne przyjemności, oddalanie się od krzyża i woli Bożej.

Jedynym lekarstwem na ludzką gnuśność jest życie poddane woli Bożej, zanurzone w życie i śmierć Chrystusa. Oby nigdy nie zatrzymać się na tej drodze, oby nigdy nie odrzucić krzyża, zadanego cierpienia w miłości ofiarowanej.

Magdalena Anna Golon, styczeń 2014       

Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła w Lęborku


Niestety, ale w wybranym terminie nie ma jeszcze intencji mszalnych.

Przejdź do góry strony