Jesteś największym cudem świata - wywiad

Jesteś największym cudem świata - wywiad

Jesteś największym cudem świata - wywiad
Utworzono: 24-08-2015

Jesteś największym cudem świata

rozmowa z panią Iwoną Majewską – Opiełką,

trenerem-mentorem, prezesem fundacji  Wychowanie do szczęścia, autorką książek wspierających rozwój

Magdalena Anna Golon: Pani Iwono, dziękuję że zgodziła się pani opowiedzieć o swojej misji, którą jest wychowanie do szczęścia. Czym jest szczęście człowieka i czy można do szczęścia wychować?

Iwona Majewska-Opiełka:

IMO: Moją misja jest wspieranie ludzkiego rozwoju, w odnajdywaniu i wspieraniu swojej siły, a także pomoc w nadawania temu życiu najlepszego sensu. Wychowanie do szczęścia to jeden z projektów – wspieranie nauczycieli, rodziców i wychowawców w takim wychowywaniu dzieci aby były one szczęśliwe i mądre w każdym okresie swojego życia.

M. A. Golon: Żyjemy pod presją szybkich zmian. Nasze reakcje na te zmiany są bardzo różne. Krytykujemy na zapas, boimy się, uciekamy. Jednocześnie pragniemy odnaleźć się w tym świecie nie rezygnując z chrześcijańskich wartości. Papież Franciszek zaskakuje nas otwartością, radością, szlachetną prostotą. Ważny jest każdy pojedynczy człowiek. Wychowując do szczęścia proponuje pani, aby zwracać szczególną uwagę na to, jak i co mówimy, jak myślimy o sobie samych, o innych. Czy logodydaktyka może być przydatnym narzędziem dla współczesnego człowieka. Czym jest logodydaktyka?

Iwona Majewska – Opiełka: : Namawiam do tego byśmy uważali jak myślimy i mówimy o wszystkim, o całości naszych doświadczeń i dlatego (śmiech) proponowałabym, aby powiedziała Pani raczej „Żyjemy w czasach szybkich zmian. Różnie na nie reagujemy, czasem z obawy- krytykujemy, albo od nich stronimy… Tak będzie lżej, nie warto dokładać słowami jeszcze więcej troski do tego, co nas spotyka. Tak pięknie mówi Pani o Papieżu, takimi ładnymi słowami… To, co nie jest korzystne również można wyrazić lżej. Jeśli nazwiemy coś „presją”, wszystkim nam (nawet mnie) nie będzie lżej, lecz wprost przeciwnie…nawet ci, co dotąd tak tego nie czuli, mogą poczuć. Słowa mają moc wskrzeszania emocji, także wtedy, kiedy nie zdajemy sobie z tego sprawy. Co do logodydaktyki to jest to spójny system wspierający rozwój zarówno jednostek jak  firm pozwalający działać skuteczniej, osiągać zamierzone cele ale jednocześnie być przy tym szczęśliwym i prowadzić zrównoważone życie. Kiedy stosuje się to, co proponuje logodydaktyka, żyje się tak jak to widzi Pani u Papieża Franciszka, a i zmiany traktuje się z otwartością. Jestem przekonana, że wiele z tego, co proponujemy wcielać chcącym żyć lepiej i być lepszymi ludziom, On już posiadł. Logodydaktyka jest oczywiście dla współczesnego człowieka. Chodzi o to, aby systematycznie mógł stawać się osobą, którą w gruncie rzeczy jest, ale od czego się oddalił, o czym zapomniał w ferworze życia. Stawia na samoświadomość, sumienie, wyobraźnię i wolę oraz odnosi się do jedynego ludzkiego instynktu jakim jest chęć samorealizacji, spełnienia czy wręcz transcendencji.  Logodydaktyka tłumaczy dlaczego trzeba wziąć życie mocno w swoje ręce, podpowiada po co to robić i mówi jak, podaje konkretne ćwiczenia, zadania czy niezbędne zmiany do wprowadzenia.

M. A. Golon: Mówi pani na warsztatach o „Wielkiej piątce”. Człowiek, który jest szczęśliwy ma poczucie obfitości i dąży do spójności wewnętrznej. Proszę opowiedzieć o tym, czym jest „Wielka piątka”.

Iwona Majewska – Opiełka: „Wielka piątka” to po prostu pięć najbardziej potrzebnych człowiekowi cech charakteru: poczucie własnej wartości, proaktywność, poczucie obfitości, spójność wewnętrzna i pozytywne myślenie. Mając te cechy wypracowane, mamy wszystko co jest nam potrzebne do szczęścia i osiągania ważnych dla nas celów.  Wszelkie inne cechy są pochodną tych pięciu, poza oczywiście cechami związanymi z temperamentem czyli fizjologią oraz inteligencją, o której mówi się jak o względnie trwałej wartości w całym życiu człowieka. Jednakże nawet inteligencja daje o sobie bardziej znać, gdy człowiek ma zdrowe poczucie własnej wartości a i temperament łatwiej okiełznać gdy jest się spójnym wewnętrznie i proaktywnym, pozytywne myślenie pozwala zaś na dokładanie sobie energii i bycie zwyczajnie zdrowszym..

M. A. Golon: „Jesteś największym cudem świata” - to zdanie z Listu Boga, który afirmuje człowieka. Bóg afirmuje nasze ciało, naszą duszę, nasz intelekt i nasze emocje. Wszystko to okazuje się ważne dla Boga. Człowiek jest jak najbardziej godny, aby dobrze żyć, kochać, dobrze się czuć. Czy my, Polacy, potrafimy myśleć o sobie pozytywnie?

Iwona Majewska – Opiełka: To nie tyle zdanie z listu Boga, ile z listu umieszczonego w książce Oga Mandino „Największy cud świata”, listu który Bóg mógłby do nas naprawdę napisać, a co jest oczywistością, kiedy lepiej przyjrzy się Jego kreacji. To jedno z ćwiczeń które polecamy w logodydaktyce: przeczytaj ten list codziennie przez sto dni. Włóż sobie do świadomości i podświadomości te wszystkie wspaniałe rzeczy, urządzenia i możliwości, jakie zostały ci dane. Kiedy wdrukujesz to sobie w podświadomość, łatwiej będzie ci żyć. Tak, człowiek zasługuje na godne życie, jest najwyższą kreacją, dzieckiem Boga. A czy Polacy to wiedzą? Jedni wiedzą, inni nie… Na poziomie świadomości pewno większość przyzna, że prawdą jest to, o czym teraz mówimy, ale czy to samo tkwi w podświadomości? Raczej nie, wszak nasza kultura nie jest nastawiona na dobre mówienie o sobie, o innych, o świecie. Koncentrujemy się wciąż na szukaniu słabości i wad i wytykaniu ich sobie i innym, a to przyćmiewa siłę, która przecież w nas jest i na której trzeba budować. 

M. A. Golon: Nie robić nic błahego – to motto, którym dzieli się pani z uczestnikami warsztatów. Czy mogłaby pani rozwinąć tę myśl?

Iwona Majewska – Opiełka: To moje motto, motto mojego życia kilku ostatnich lat, moja krótko zapisana misja. Przeczytałam gdzieś, że któryś kolega Św. Jana Pawła powiedziała: „Jak tak patrzę na Karola, to w jego życiu nie było nigdy niczego błahego” Zainspirowały mnie te słowa, ba, zapragnęłam nagle wieść życie podobne, wypełnione jedynie sprawami wartościowymi wnoszącymi dobro do życia mojego i tych, z którymi się spotykam. To powoduje, że wciąż dzieją się oczywiście w moim życiu nowe rzeczy, wiele się zmienia. Człowiek bowiem się rozwija i to, co błahe nie było, w pewnym momencie staje się już takim.

M. A. Golon: Na pani warsztatach jest radość. Budzi się wiara w człowieka, który ma potencjał. To trochę inne myślenie niż to, które znamy z niedalekiej przeszłości. W latach 80-tych w Polsce wszystko było kontrolowane. Człowiek był tłamszony. Ten sposób myślenia czasem jeszcze nas straszy. Pani proponuje zupełnie inne rozwiązania. To radosne podejście do życia i do człowieka można zauważyć również na spotkaniach z panią Marią Vadia. Obie panie mówicie dokładnie to samo zdanie, co mnie osobiście urzekło. Brzmi ono dokładnie tak, cytuję: „czas opuścić strefę komfortu”. Na rysunku, który pamiętam z pani prezentacji siedział sobie na fotelu zaspany człowieczek z pilotem w ręce, kwitnący godzinami przed telewizorem. Dlaczego właściwie mielibyśmy opuszczać „strefę komfortu”? I co to tak naprawdę znaczy?

Iwona Majewska – Opiełka: Dużo tu Pani powiedziała (śmiech) Przede wszystkim cieszę się, że poczuła Pani tę radość. Ona jest we mnie i chcę się nią dzielić. Na tym właśnie mi zależy, abyśmy potrafili cieszyć się z tego piękna, które nas otacza i żyli tak, aby było jeszcze piękniej. Jeśli nie będziemy wierzyli w to, że człowiek może tworzyć piękny świat i emanować dobrem, większość naszych ludzkich aktywności straciłaby sens. Zresztą dla tych, którzy w to nie wierzą – straciła. Nie wiem dlaczego odniosła się Pani akurat do lat osiemdziesiątych, pewno dlatego, że od tego czasu zaczyna się Pani świadome życie (śmiech) ale ta próba kontrolowania i osłabiania ludzkiego potencjału towarzyszy człowiekowi poprzez całą historię. Jedne systemy sprzyjają temu bardziej, inne mniej. Tak czy inaczej to jest odpowiedzialność pojedynczego człowieka aby wziąć życie w swoje ręce i dać szansę swojemu potencjałowi aby kwitł i wnosił jedyne niepowtarzalne piękno każdego życia do świata. I dziś pewno jest o to z jednej strony łatwiej, ale też mnogość różnych wyborów powoduje, że niektórzy się w tym gubią i zbytnio koncentrują na tym, co na zewnątrz nich samych.

Strefa komfortu to nie tylko telewizor i wygodne kapcie, to także ukrycie się za kilkoma telefonami komórkowymi i laptopem, to zabieganie w codziennej krzątaninie albo pozbawione refleksji posłuszeństwo innym. To robienie tego, co mimo wszystko wydaje się łatwiejsze, a na pewno jest znane, doświadczane.  Strefę komfortu warto opuszczać, bo dzięki temu nie tylko ćwiczy się charakter czyli rozwija ale dociera się do miejsc, gdzie mogą się dziać rzeczy dla nas ważniejsze niż to odtwórcze przyglądanie się życiu. Czasem wyjściem ze strefy komfortu jest na przykład zrezygnowanie z jednego czy dwóch zajęć pozalekcyjnych, na jakie posyłamy dzieci, aby się nimi zająć samodzielnie albo zrezygnowanie z zarobku dodatkowego tysiąca żeby mieć czas dla siebie, na czytanie czy wnikanie w swoje serce.

M. A. Golon: Ostatnie pytanie pani Iwono. Jaki wpływ na naszą rzeczywistość ma błogosławieństwo dobrym słowem? „Kocham cię ryżu...” to bardzo ciekawe doświadczenie. To, co błogosławimy zachowuje swój dobrostan, że się tak wyrażę, zaś to, co zostało przeklęte traci swoją szlachetną formę, staje się zepsute (dosłownie pleśnieje). Woda pobłogosławiona i badana potem pod mikroskopem jest świetlista, czysta. Ta sama woda opatrzona nienawistnym epitetem: „zabiję cię', „nienawidzę cię” staje się brudna, mętna, traci naturalne właściwości wody...

Iwona Majewska – Opiełka:

Takie doświadczenia zostały udokumentowane na pracach Masaru Emoto. Cząsteczki wody błogosławionej miały inną, piękną strukturę, podczas gdy cząsteczki wody, nad którą się wytrząsano były nieładne, bezkształtne. Łatwo można się przekonać jak reagują na dobre słowa rośliny, ale także… ryż. Polecam znalezienie w internecie, nawet na moim blogu, doniesień z tych eksperymentów. Ryż ugotowany i włożony do słoika z napisem „kocham cię ryżu”, chwalony i trzymany w ładnym miejscu dłużej pozostaje biały bez widocznych śladów pleśni.

Człowiek składa się w 75% z wody. Jeśli, jak mówił Emoto i wciąż mówią jego współpracownicy, woda ma pamięć, to jakże ważne jest co pamięta nasze ciało. Jakże ważne jest to, jakich słów używamy w odniesieniu do siebie i innych ludzi. Czy mówimy o miłości czy o niechęci, czy ładnie nazywamy poszczególne części ciała, czy mówimy o nich bez szacunku, czy w ogóle mówimy o sobie i innych dobrze czy nie? To naprawdę jest przyczyną wielkich różnic w myśleniu, działaniu, w postawach. Najlepiej, jeśli każdy to sprawdzi. Nie chce się już potem wracać do innego stylu życia.

M. A. Golon: Serdecznie dziękuję za rozmowę. 

Diecezjalne Sanktuarium Św. Jakuba Apostoła Parafia Rzymskokatolicka p.w. Świętego Jakuba Apostoła w Lęborku


Niestety, ale w wybranym terminie nie ma jeszcze intencji mszalnych.

Przejdź do góry strony